14 listopada 2013

Tatry w listopadzie

Po raz pierwszy od lat byłam w Zakopanem. Byłam wreszcie bez obowiązków - bez harcerzy,bez dzieci, bez nauczycieli. Pierwszy raz spokojnie patrzyłam na góry, chmury i śnieg. Głęboko oddychałam, jakbym chciała się nachapać tego ostrego górskiego powietrza. Przez te kilka dni chciałam jak najwięcej zobaczyć, poczuć i nacieszyć duszę, serce, głowę. na fotografiach pokazałam tylko cząsteczkę moich przeżyć. Przeglądając te zdjęcia w aparacie zobaczyłam, że nie są szczególne pod względem fotograficznym, nic wielkiego, takie zwykłe widokówki jakich wiele w internecie. Dla mnie jednak mają znaczenie bardzo pamiątkowe.
Dzisiaj bolą nogi.... :)


Pierwszy dzień. Jak zobaczyłam te kłódeczki na moście, to jakoś tak ciepło na serduszku mi się zrobiło. Zakochani je tam zapinają.

Widoki z podejścia na Gubałówkę. Oczywiście taka kontemplacja widoków możliwa jest tylko z podejścia pieszego :)

A to już banalny widoczek z Gubałówki.

Widok na Tatry z perspektywy siedzenia na trawie i zajadania bułki z kiełbasą i serem żółtym.

Dzień drugi to wycieczka do Doliny Kościeliskiej. Zachwycały mnie zwykłe drzewa :)

... i woda :)

Mgła opadała na drzewa.

Strumyki wijące się między drzewami były bardzo urokliwe.

Czasem wychodziło słońce, które świeciło jak punktowa żarówka.

Droga do Doliny Kościeliskiej była pełna zachwycających widoków.

Zwykła zieleń i zwykłe drzewa, a jednak.... piękne.

Słońce i woda.

A to kolejny kilometr do Doliny Kościeliskiej.

Zapierało dech z zachwytu.

Bogatsi jadą bryczkami :)

Tutaj pierwszy dłuższy przystanek. Widok z przodu :)

Widok z tyłu :)

Kolejny efekt specjalny górskiej przyrody.

Deszcz w słońcu, ciepło w mrozie. Niesamowite!

Koniec trasy, Dolina Kościeliska zdobyta :) Tutaj najdłuższy przystanek na bułkę i krakersa.

A tu wyjście do Doliny Chochołowskiej. Niestety krótki dzień i bolące nogi nie pozwoliły na dalsze zwiedzanie.

Droga powrotna.

Mięciutkie efekty.

Również miękko :)

Te mgły urzekały za każdym razem.

Koniec spaceru i powrót na Krupówki.

Hmmm... Witkacego... :)

I znów te równiutkie drzewa. Piękne.

Dzień trzeci, wycieczka do Morskiego Oka. 9 kilometrów pieszo :) I ja naprawdę szłam :)

Morskie Oko. Cudnie!

Mróz i śnieg w Morskim Oku.

 
I ptaszek w Morskim... :)



1 komentarz:

  1. Mi tylko zostaje zazdrość, ale nie taka źle pojęta.:(

    OdpowiedzUsuń